Chuj ze mną

Witam, przepraszam, od wczoraj mam dom z boiskiem na dachu. Dom jeszcze nieskończony, ściany niepomalowane, nie ma posadzek, kafelków ani lamp. Co prawda jest już zainstalowana wentylacja mechaniczna, ale nie ma jeszcze ani jednego kibla. Las blisko, ale nieco wygodniej będzie jak nie będzie trzeba do niego chodzić na pang sai i pang dio (aczkolwiek zgodnie z moją filozofią nadal będzie można, bo everything można). Ale jest boisko, jest trawka! To od tego elementu zaczął się cały pomysł i to ten element zaważył w decydującym momencie, że kości zostały rzucone i w ziemię wbiła się pierwsza łopata.

Taka prawda. Jeszcze półtora roku temu miałem spore wątpliwości. To ogromna inwestycja, która mocno mnie uziemia, a przecież ze mnie taki podróżnik (Singapur, Miami, Warszawa, Zabrze itd.). Dawał o sobie znać również swojego rodzaju lęk, że będę musiał tym zarządzać i że zostanę z tą całą chałupą czy wręcz całym osiedlem sam. W ostatecznym momencie walki z samym sobą wygrał argument następujący: „Nic tu przecież nie muszę robić. Warto to zrobić dla samego momentu stanięcia przed budowlą, odnotować w głowie „zrobione”, wejść na trawkę, pomyśleć „nice”, a potem sobie mogę iść i nie wrócić”. Odjęcie presji sprawiło, że cały proces jak dotąd był sporą przyjemnością, a to dopiero połowa. Ale już teraz mogę sobie stanąć pod chatą i kopnąć piłkę na boisku. Nie każdy umie grać w piłkę, ale kopać umie wielu. No i spoko.

Z innych newsów to skończyłem redukcję, choć z mojej perspektywy rozpoczęcie redukcji i zakończenie redukcji to mocne uproszczenia. Ale no pokazałem jak gotuję cebulę, jak będę go zjadł i jak super formę mam (taki fajny jestem). No i też spoko.

JBC Redukcja to nieustanny proces redukowania iluzji kreowanych przez nasz umysł, kultywowania swojej ciekawości, obserwacji i pełnej akceptacji rzeczywistości. Dopiero z tego stanu bycia podchodzę do tematu jedzenia, że brzuch to jest mediator, a kaloria to jest kaloria. Z poczucia presji, strachu i definiowania się przez wyniki swojej pracy płynnie przechodzimy do wyzwolenia z tych stanów, do błogiego stanu akceptacji, równowagi i dopiero wtedy zapierdalamy. Lub nie. Zależy co uznamy za optymalne dla nas. Wszystkie opcje uczymy się jednak traktować jako “do przyjęcia” i do każdej uczymy się racjonalnie odnosić.

No i zrobiłem to i tamto i, jak przystało na tzw. zadaniowca, zacząłem dumać, co dalej. Co po redukcji? Można się fajnie najeść. To pomyślałem, że pokażę, że można dużo zjeść i się tym nie przejmować. Nagrałem swoją wyżerkę ponad 4 kilogramów jedzenia z myślą, że pod to coś poopowiadam, że akceptacja, że to optymalne, że uwarunkowania i że spoko. I serio spoko. I może to dokończę i opublikuję. A może nagram jeszcze raz (no trudno, trzeba jeszcze raz będzie dużo zjeść).

Ale coś wewnątrz mi się nie zgadzało. Pobyłem sobie z tymi myślami i doszło do mnie, że może warto byłoby iść o krok dalej niż tylko prezentować swoją sytuację i pokazywać, jak sobie świetnie radzę i jaki to fajny nie jestem. Że ogrywam system, że wyzbyłem się napadów objadania się bez rezygnacji z objadania się; że nigdy nie miałem lepszego brzucha; że mam boisko na dachu; że bardzo akceptuję rzeczywistość.

Chuj ze mną. O mnie już było, teraz czas na nowych bohaterów. Nadal chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami. Nadal będę chciał być transparentny i bawić się w otwartą książkę. Ale nie chcę już, żeby to stanowiło centralną część mojej działalności. Coraz więcej przyjemności sprawiają mi konsultacje, rozmówki i zabawa z innymi ludźmi chcącymi się rozwijać i to na pokazywaniu ich procesu chciałbym się skupić.

Próbowałem już zademostrować taki film z Bizonem. O ile nasza współpraca smakowała wyśmienicie, Bizon zadowolony, Jaworaki zadowolony, wszyscy w domu zadowoleni, o tyle film ją dokumentujący wyszedł tak średnio. Nie chciałem się skupiać tylko na przemianie sylwetki i schudnięciu 25 kilogramów, bo to naprawdę tylko pożądany efekt uboczny wychodzący z wyższej świadomości, zrozumienia procesu i związku przyczynowo-skutkowego. Chodzi przede wszystkim o zmianę świadomości. Potem wszystko staje się nie tylko łatwiejsze, ale coraz łatwiejsze. Ze zwykłego algorytmu stajemy się efektywnie uczącym się algorytmem.

Moją zdecydowanie najcenniejszą JBC Redukcją była ta, w której w 101 dni schudłem 2 kilo. Na pierwszy rzut oka wynik mało imponujący, ale zmiany świadomości sprawiły, że kolejne, pozornie dużo efektowniejsze, były coraz łatwiejsze, do pewnego stopnia bezwysiłkowe. http://www.jestembudda.pl/2018/06/27/d101-schudlem-2-kilo-w-3-miesiace-zobacz-jak/ Ale podkreślam – chuj już ze mną.

Ta nowa intencja kliknęła dziś rano. Może nie do końca nowa, bo pracuję i myślę w taki sposób już od dawna, ale dzisiaj wszystko stało się jakoś takie o wiele bardziej klarowne. Wyszedłem sobie po 5 rano, krótki obchód po budowie, a następnie spacer wokół Gliwic słuchając podcastu Mindspace Seana Carrolla ze Scottem Barrym Kaufmanem na featuringu.

Podcast się kończył i myślałem, co dalej. Tak jak nieraz w życiu po wykonaniu zadań myślę, co dalej robić, tak tutaj myślałem, czego dalej słuchać. Okazało się, że Scott Barry Kaufmanem ma swój Psychology Podcast, a tam w jednej z ostatnich przepytany został mój kochanieńki Dr Michael Gervais. I słuchając tego czułem ogromne poczucie przynależności. Myślimy podobnie, czujemy podobnie, mamy podobne intencje w życiu. A te sprowadzają się do służenia innym. Oczywiście ten aspekt ma sporo swoich pułapek i dużo o tym mówił Scott, ale właśnie w umiejętny sposób bardzo chciałbym na tym się skupiać.

Jest ogromna radość w pokonywaniu swoich wyzwań. Walka z biedą, hazardem, depresją, objadaniem, akceptacją, poczuciem sensu i spełnienia. To są ważne wojny. Ale po ich wygraniu czeka jeszcze więcej szczęścia w towarzyszeniu innym w ich własnych wojnach. I czuję ogromną wdzięczność, gdy dostępuję zaszczytu udziału w takim projekcie. I bardzo chciałbym to pokazywać innym. Inspirować i łączyć się, ciągle w poszukiwaniu lepszych metod, wiesz?