WIARA W EMOCJE

W szeroko rozumianym kontekście rozwoju dużo mówi się o emocjach. Nauczyć się rozpoznawać swoje emocje, mówić o nich i traktować je tylko i aż jako emocje może być ogromnym krokiem w przód. Zwłaszcza jeżeli wcześniej było się w tej materii totalnym ignorantem i bezgranicznie wierzyło się w swoje popędy, które bądź co bądź wynikały z tych emocji.

Przykład przed: odczuwam smutek, sernik poprawia humor, więc idę zjeść dwa kilo i smutek znika. Oczywiście pojawiają się inne emocje, ale smutek początkowy znika.

Przykład po: odczuwam smutek, rozpoznaję, że to smutek, szukam przyczyn tego smutku, obserwuję ten smutek, akceptuję ten smutek, uświadamiam sobie, że potrwa on jakiś czas. Nawet jeśli pójdę sobie zjeść te dwa kilo sernika, to progres chyba jest oczywisty. Może na dziesięć takich przypadków dziewięć razy zjem dwa kilo, a może raz zjem tylko półtorej. Albo to tylko jeden z wersów.

W sensie że omówienie tematu emocji jest jak najbardziej pomocne, przydatne i pomocne. I okej. Ale zanim wpadniemy w pułapkę mentalnej masturbacji nazywania emocji słowami i kolejny raz nazywając poczucie strachu, niepewności czy lęku strachem, niepewnością czy lękiem poczujemy się jakbyśmy chodzili po wodzie, jakbyśmy wygrywali miliony ariarów albo jakby okazało się, że mieliśmy rację w jakiejś dyskusji, zwróćmy uwagę, że to kolejna historyjka naszego umysłu. Jest dokładnie tak jak Pan Rogal powiedział. A jak Pan Rogal powiedział? Że i tak wszyscy tu, kurła, żyjemy w błędzie. Bezwzględnie. Elo.

Co mam na myśli? Odczuwanie tego, co de facto odczuwam jest najprawdziwszą rzeczą, jaką mam. A to nawet nie jest rzecz xd. Subiektywny fakt. To mój fakt, to moja (subiektywna) rzeczywistość. Jaka świadomość, takie życie – w niej zawarte jest wszystko. W momencie, kiedy otwieram moją mentalną mordę – zaczynam się mylić. Nie wspominając już o tej mojej tradycyjnej, kaprawej, polskiej mordzie, a jak byśmy do niej dodali zawierzanie w to, co ona gada – to byłoby śmiesznie, choć nie twierdzę, że nie jest.

Nie ma dwóch takich samych subiektywnych doświadczeń. Takie założenie, którego prawdopodobieństwo oceniam na 99,(9)%. Stąd też nie może być dwóch takich samych smutków, dwóch takich samych strachów ani dwóch takich samych braci Mroczek. A słowo „smutek” mamy jedno.

Historie, w które wierzymy są najlepszym, a w zasadzie to jedynym narzędziem, które daje nam poczucie bezpieczeństwa. Nie dawało mi poczucia bezpieczeństwa to, że mnie Mama trzymała na rękach. Poczucie bezpieczeństwa dawała mi wiara (powstała na podstawie pamięci doświadczeń takich jak trzymanie mnie na rękach), że w tych rękach będę dalej trzymany. I w przyszłości też od czasu do czasu. Dzisiaj mamy do czynienia (bo to nawet nie z kim) z dziewięćdziesięcioma kilogramami żywego hip-hopu i mógłby być ciężarek.

Opisywanie swoich doznań (jeśli już musimy to robić; a tak trochi musimy :/) niedoskonałym językiem jest skazane na bycie niedoskonałym. Ten wniosek może być pomocny dla takich zrytych perfekcjonistów (my i cała reszta takich jak my), którzy jak nie widzą szans na zrobienie czegoś w idealny sposób, to prawdopodobnie w ogóle tego nie spróbują zrobić. A jakaś pani na na jutube tak pięknie rzuca słowami, o smutku, szczęściu i ogólnie takich takich, pewnie się zna i mówi prawdę, a ja nie umiem sięgnąć tej prawdy. I chuj i cześć.

To, że nie uda mi się doskonale opisać czegoś słowami bynajmniej nie oznacza, że nie warto próbować. Co więcej, twierdzę, że dostępnymi ludzkości narzędziami nie da się tego zrobić idealnie. A syci i zadowoleni z siebie kretyni, którzy grają tak, jakby to było możliwe niewiele różnią się (tylko skalą) od przedstawicieli religii obiecujących inne nieprawdziwe rzeczy. A skoro tak, to być może zjedzie presja i będzie kapkę łatwiej kapkę. Chociaż kapeczkę chociaż.

Zbiór moich przemyśleń i wierzeń też jest w pewnym sensie religią. Wierzę w jakieś niesprawdzone rzeczy. I w tym kontekście każdy z nas jest taką jednoosobową religią i wierzy w niesprawdzone rzeczy. Bo niby jak nie wierzyć w jakąś przyszłość? Niby jak ją można sprawdzić, skoro się jeszcze nie wydarzyła? Tyle że świadomość tego, że wszystko jest jakąś historią sprawia, że nie ma już strachu przed tym, że cały światopogląd runie, a wraz z nim moje poczucie bezpieczeństwa. Że jak to Maciek? Smutek z wczoraj i smutek z dzisiaj to nie ten sam smutek? To co teraz będzie? Gówno, kurła, dzwoń po taksę; nie nawijaj mi o zdrowiu, Bogu czy o porażce.

Albo nawijaj. Zawsze mogę odsubować. Zobaczymy kto wtedy się będzie z kogo śmiał.